17.01.2019

Certyfikat unikalności pracowni KattaStudio


Tak sobie szyję te moje torby od kilkunastu lat. W tym czasie powstało całe mnóstwo toreb niepowtarzalnych, które zaistniały, jako absolutnie pojedyncze egzemplarze. I prawdę mówiąc nie pozostał po nich żaden ślad, ba nawet nie były liczone...

Prawdę mówiąc przez pierwsze lata szłam tylko takie torby. O mniej lub bardziej skomplikowanych kształtach czy zdobieniach. Sprzedawałam je za śmiesznie małe pieniądze, nawet jeśli kosztowały mnie masę szycia i dziubania przy dekorach. To były czasy, kiedy nie potrafiłam wystarczająco docenić i wycenić własnej pracy. Wtedy cieszyłam się, że w ogóle ktokolwiek chce wydać monety na to, co stworzyłam. Ech... uczymy się na błędach - tak to już jest. 

Jednak im więcej szyłam, im więcej miałam umiejętności, im więcej inwestowałam w rozbudowanie mojego parku maszynowego, i im bardziej odczuwałam dolegliwości zdrowotne związane z godzinami spędzonymi przy maszynie, tym mocniej krzepła we mnie świadomość tego, czym motywować ceny toreb, szczególnie tych które wymagały największych nakładów pracy.

Szyjąc sercową torbę na licytację, na 27 finał WOŚP organizowaną  przez moje miasto Duszniki Zdrój zdałam sobie sprawę, że w mojej pracowni powstaje kolejna wyjątkowa torba, której kombinacja fasonu, materiałów, kolorów i zdobień w takim wydaniu nigdy więcej się nie powtórzą.

Wiec może warto byłoby wystawić jej stosowne zaświadczenie o unikatowości?
...hmmm....
No pewnie, że tak!

Nieważne, że wpadłam na to, po 13 latach :D - ważne że w ogóle. Tak oto powstał:

 "Certyfikat unikalności pracowni KattaStudio" 

Od tej pory będzie on dołączany do każdej torby spełniającej moje subiektywne warunki (użyta tkanina, fason, zdobienia, kolorystyka) istnienia torby, jako ta jedna jedyna, będzie on oczywiście informował o fakcie niepowtarzalności oraz będzie tam sygnatura  mówiąca o tym, jaki kolejny numer wśród Kattowych unikatów dana torba nosi. 

Torbą z numerem 0001 jest "Torba z sercem" uszyta dla fundacji Jurka Owsiaka :) Ten symboliczny numer dodatkowo zwiększył jej wyjątkowość - mam taką nadzieję.
Nie pozostaje mi nic innego, jak pokazać Wam WOŚPową torbę.

Na blogu też pojawiła się nowa etykieta/tag - 'certyfikat unikalności' - będę nią oznaczać wszystkie wpisy z torbami KattaStudio funkcjonującymi w pojedynczym egzemplarzu, które spełniają "parametry certyfikacji" ;)


Niech Moc będzie z Wami :)









02.12.2018

Drewniane anioły Doroty



Zacznijmy od tego, że ja, to jakoś szczególnie anielska nie jestem.
Nawet kocia nie za bardzo.
No chyba, że kot żywy jest, no to zupełnie inna sprawa. Więc kto wie – może gdybym spotkała żywego anioła, czy innego elfostwora też by mi przypadł do serca :)

W każdym razie do wizerunków stworzeń w jakiejkolwiek formie kolekcjonersko nie jestem absolutnie usposobiona.
A wiem, że na przykład niektórzy namiętnie zbierają koguty, albo świnie, albo ryby, koty, anioły, sowy, jaszczurki, Adamy i Ewy, żółwie itd. - w jakiejkolwiek formie. Gliniane, malowane, szydełkowane, brzydkie, ładne, drogie, tanie (przede wszystkim) – byle były inne niż te, które już są w kolekcji.

W związku z tym, że prowadzę galerię i generalnie w rękodziele siedzę naprawdę długo aniołów wszelakich nieożywionych widziałam dużo, o ile nie baaardzo dużo. Dlatego, gdy poznałam anioły Doroty, a potem ją samą stwierdziłam, że te skrzydlate postacie emanują tym, kto je stworzył i to naprawdę robi różnicę :)


I tak właśnie, któregoś razu spotkałam w moim życiu niesamowitą osobę, jaką jest Dorota.
Kobieta, która potrafi stworzyć takie anioły, że mucha nie siada, że ostatkiem sił powstrzymuję się, żeby któregoś nie zaprosić do mojej dziupli mieszkalnej w bloku. Na razie jednego mam ukrytego, w prezencie dla mamy, na urodziny, ale to tajemnica, więc ciiiiiiichooo ;)

Dorota to wspaniała kobieta, z fantastycznym talentem i warsztatem w rękach. Ciepła, serdeczna osoba, która realizuje tak wiele projektów plastycznych, że zawsze, gdy oglądam jej kolejne prace niezależnie czy to obraz, anioł, czy malowidło naścienne 2x3m mówię: wow!
Każdy kto ją zna, wie w czym rzecz ;)


No, a jakie są te jej anioły?
To majstersztyki z duszą. Ot, po prostu.
Drewniane, ręcznie wycinane, łamane, szczotkowane, formowane, malowane – cały proces twórczy, począwszy od wyszukiwania starego drewna, które pochodzi z wiekowych beczek po winie czy budynków, a skończywszy na muśnięciu złotą poświatą skrzydeł, czy zarumienieniu anielskich policzków jest fascynujący no i 100% handmade.

Anioły Doroty są jedyne w swoim rodzaju i to nie tylko moje zdanie. Kiedy się im przyglądam, to mam irracjonalne odczucie, że ja już te twarze gdzieś widziałam, że je znam i że je lubię :)
I powiem Wam jeszcze jedną ciekawą rzecz.
Anioły Doroty podobają się niezależnie od tego, czy ktoś jest wierzący ( a jeśli tak, to nie ważne w co wierzy) czy nie. Mają w sobie takie pokłady dobrej energii, że wyczuwalna jest dla każdego, niezależnie od światopoglądu. Przyznaję, że nie spotkałam się do tej pory z takim uniwersalnym, a jednocześnie bardzo pozytywnym oddziaływaniem jakiegoś tworu artystycznego na odbiorców.

Czasem mam wrażenie, że Dorota „tylko” wydobywa te anielskie postacie z kawałków starego drewna, że one już tam są, a ona pomaga im ujrzeć światło dzienne. Dorota ma w sobie więcej niż talent plastyczny, ma w sobie to coś, tą intuicję, ten nerw i sporą szczyptę białej magii. Po prostu anielska czarodziejka.


Nawet nie wiecie jak się cieszę, że anioły Doroty mieszkają w naszej galerii KattaStudio – to zaszczyt i ogromna radość.
Zawsze mogę zerknąć na ich pogodne buzie i od razu świat wydaje się lepszy.

Jeśli zakochaliście się w którymś aniele, chcecie zobaczyć anielską twórczość Doroty, a może zaprosić którąś skrzydlatą postać do swojego domu, zapraszam do kontaktu kattastudio@gmail.com lub do anielskiego albumu na Facebooku – TUTAJ klik.
Mam nadzieję, że ich sympatyczne buzie skradną Wasze serca :)


14.10.2018

Szycie torebek w jesiennym rytmie

Zaczęło się jesienne szycie. Bardzo mi go brakowało. Za dużo torebkowych pomysłów kłębiło się w mojej głowie, nie mogąc znaleźć ujścia w realizacji. Teraz nareszcie mogę poszaleć.

A żeby szyło się jeszcze 'więcej i lepiej' nastąpiły zmiany w godzinach pracy galerii. Bo wiecie, początkowo sądziłam, że ja będę szyć, projektować, kroić materiały, a w tym czasie klienci będą sobie oglądać galerię, prowadzić miłe rozmowy na tematy artystyczne, czasem może ktoś coś kupi, no taki idealny sklepik-pracownia. Otóż nie da się.
Po 4 latach mogę stwierdzić, że to niewykonalne. Przynajmniej dla mnie. Nie jestem w stanie w pełni skupić się na tworzeniu torebek, szczególnie na etapie wymagającym największej kreatywności, czyli dobieraniu fasonu, materiału, zdobień i wykończeń, jednocześnie zajmując się wchodzącymi gośćmi. Bo cierpią na tym torby, albo klienci, albo obydwa aspekty. 
Dlatego od początku września wprowadziłam nowe godziny pracy galerii. Otóż w środy i czwartki galeria jest nieczynna dla klientów, a ja w te dni wrzucam pracownię na pełne obroty i szyję, aż iskry lecą ;)

Teraz doskonale rozumiem panią, która kiedyś prowadziła pracownię krawiecką w Dusznikach. Na początku miała otwarte codziennie, przez szybę można było podglądać ją i jej pracownię. Potem godziny otwarcia zawęziły się mocno, aby ostatecznie dojść do jednego dnia w tygodniu i określonych godzin - chyba dwóch - przyjmowania klientów, a witryna została przesłonięta, aby nie można było zajrzeć do środka. Wtedy myślałam sobie: „no już chyba jej naprawdę odbiło, taka ważna, że sobie wyznacza godziny audiencji i pozasłaniała się, taka tajna”. 

No głupia wtedy byłam i nie miałam pojęcia, jak taka praca wygląda. Jak to jest kiedy skupiasz się na pracy manualnej, a co chwila ktoś przychodzi i coś od ciebie chce. To strasznie wybija z rytmu. 
A jak już masz czelność zamknąć się w pracowni, wyraźnie na rozpisce w drzwiach zaznaczając dni i godziny otwarcia, ale klienci widzą cię w środku, to jest koniec świata i bulwersacja totalna ;) Ja zasłonić szyb nie mogę, więc słyszę oburzone głosy pod witryną „patrz, ona jest tam w środku! Siedzi tam! To dlaczego zamknięte?! Bezczelna! Co ona sobie myśli! A myśmy tu szli specjalnie! (mówią kuracjuszki, które przez 2-3 tygodnie pobytu przychodzą na miasto co drugi dzień połazić po sklepach z nudów ;) ) 
Osobiście , jestem przekonana, że gdybym nie miała przymkniętej kraty w te dni, to klamka w drzwiach byłaby już dawno urwana od zniecierpliwionych szarpnięć.

Czy tak będzie już na stałe? Nie, oczywiście w sezonie zimowym i letnim galeria będzie działać standardowo cały tydzień. Natomiast od początku września do końca listopada, a potem na wiosnę,  godziny otwarcia wyglądają następująco:

poniedziałek, wtorek, piątek 10 - 17
sobota 10 - 14

A na podparcie słuszności mojej decyzji, pokaże Wam torby które ostatnio powstały, dzięki tym dniom zarezerwowanym tylko na szycie ;)

Hipsterski jeleń - torba dostępna TUTAJ

Kaktusy w czerni - torba dostępna TUTAJ

Malowane kwiaty - torba dostępna TUTAJ

Miodowa - torba dostępna TUTAJ

Mroźna noc - torba dostępna TUTAJ

Mroźna noc - torba dostępna TUTAJ

Ornamenty na orzechach - torba dostępna TUTAJ

Pasmia - torba dostępna TUTAJ

Rumak w turkusie - torba dostępna TUTAJ

 Szara krata z czernią - torba dostępna TUTAJ

Trzy czerwienie - torba dostępna TUTAJ

Zielenie-żółcienie - torba dostępna TUTAJ

Śliwkowe opowieści - torba dostępna TUTAJ