03.03.2012

Historia z dreszczykiem

Nazbierało mi się zaległości - wszelkich. Powoli je nadrabiam. 

Dwa tygodnie temu zachorowała moja mama - to co wydarzyło się w tym czasie, w naszych 'kontaktach' ze służbą zdrowia, do tej pory przyprawia mnie o dreszcze. 
Zaczęło się od tego, że mama poczuła się przeziębiona, nie poszła jak co dzień do swojej ukochanej księgarni i została w domu - to nie lada wyczyn, bo mimo 73 lat jest fanką swojego zawodu - księgarz starej daty - i totalną pracoholiczką. 
Kiedy przyszłam do niej, straciła przytomność. Zaliczyłam w swoim życiu chyba pierwszy atak paniki - kompletnie nie wiedziałam, co robić. Przyjechało pogotowie i zabrało mamę na SOR (szpitalny-oddział-ratunkowy - taka zbiorowa 'poczekalnia' na leżąco i pod kroplówką) - po kilku godzinach wypis do domu z zaleceniem zbijania wysokiej gorączki. Lekarz, nazwijmy go nr1 nawet nie osłuchał pokasłującej pacjentki stetoskopem i stwierdził, że mama czuje się znakomicie... Ale to jeszcze wtedy nie wydawało mi się takie istotne - przerażało mnie to, że zapaść i utrata przytomności mogła wynikać z podejrzewanej u mamy od niedawna zatorowości. 

Zbijanie gorączki już na maksa osłabionej mamie znudziło mi się na drugi dzień - wezwałam na wizytę domową lekarza nr2. Diagnoza - zapalenie płuc, konieczny antybiotyk. Po kilku dniach mama zrobiła się niemal 'przeźroczysta', totalny brak efektów leczenia i walki z 40-sto stopniową gorączką, za to po pojawiły się problemy z układem pokarmowym - lekarz nr2 - daje skierowanie do szpitala - w innym mieście, u nas został zlikwidowany. 
Po mamę przyjeżdża transport szpitalny, czyli karetka, jedziemy razem i już gdy wsiadam czuję, że w aucie jest lodowato. Ale nawet nie zdążyłam zareagować, bo na rynku w tył karetki uderza inny samochód. Mamy stłuczkę ;) :DDD O rzesz kurka wodna... !!! W nieogrzewanej karetce czekamy na nową - przez 50 minut! Przykryłam mamę wszystkim, co miałam. Przyjeżdża nowy transport, już ogrzewany i docieramy w końcu do szpitala - na oddział? - Nie, mama znowu trafia na SOR. W rozmowie z dyżurnym lekarzem, który słyszy jaki antybiotyk i w jakiej dawce do tej pory był stosowany okazuje się, że to - cytuję - 'kooońska dawka'. Mam wrażenie, że śnię - czy lekarze kończą jakieś różne szkoły?! Po kilku godzinach czekania pod kroplówką, mama dostaje zgodę na przyjęcie na oddział. Uff... udało się.
Leży tam od kilku dni, ma się coraz lepiej, powoli odzyskuje siły i zdrowie. Ja - stracone nerwy. Nie życzę nikomu takich przygód - choć wszystko dobre, co się dobrze kończy - tak mówią.


9 komentarzy:

  1. Dzielna kobieto, nie dawaj się, nie poddawaj się, walcz, bo jak nie my to kto:* Z ciepłymi uściskami Mallow:*

    OdpowiedzUsuń
  2. współczuję... historia naprawdę niesamowita! życzę zdrowia dla mamy!

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie ma co! Nasza służba zdrowia sama wymaga leczenia!! Historia, która Ci się przytrafiła tylko to potwierdza.
    Życzę Twojej mamie szybkiego powrotu do zdrowia a Tobie spokoju! :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. No, żeś chrzest przeszła! Zdrowia dla mamy!

    OdpowiedzUsuń
  5. Kasiu, jestem dobrej myśli o zdrowie Twojej mamy i posyłam ciepłe i pozytywne my myśli. Ciebie pozdrawiam i też życzę Ci dużo sił.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wszystkie głosy wsparcia chwytam i chowam za pazuchę - dla wzmocnienia wewnętrznego są mi bardzo potrzebne. Dzięki wielkie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ręce opadają, i niby skąd się biorą te opinie na temat służby zdrowia... Jak widać z konkretnych niestety przypadków... :( Dużo zdrowia dla Mamy! I spokoju dla Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
  8. tak, tak.... przygód ze służbą zdrowia mam za sobą kilka (a pewnie i przed sobą jakieś też) i wiem jaki to stres i bezsilność... a gdy potem człek trafi na przyzwoity personel, albo nawet na wspaniały (bo przecież istnieją takie miejsca) - to ma ochotę po rękach całować i do nóg padać z wdzięczności.... ech, świat postawiony na głowie :(

    przytulam Cię w tej niedoli, Mamę też!... niechaj zdrowieje i wraca do domku pełna sił... a Ty Kasieńko odzyskuj "wytraconą" energię... buziaki...

    OdpowiedzUsuń
  9. Ciśnienie mi skoczyło czytając ten post. Chyba się położę...

    Straszne to jest jak człowiek normalnie płącacy podatki, zusy i inne daniny jest traktowany w szpitalu i w ogóle przez służbę zdrowia! Wrrrrr!!!!

    OdpowiedzUsuń