27.10.2013

Jak odpężyć się i zrelaksować - by nie zwariować cz.1




Stres, wkurzenie, załamka - dopadają nas często. Nic na to nie poradzimy. Żyjemy w takich, a nie innych okolicznościach. Szkoła, praca, rodzina, polityka, zanieczyszczenie środowiska, plamy na słońcu lub autobus, który nam odjechał sprzed nosa - powodów do zdenerwowania nigdy nie brakuje.
Niezależnie od tego, gdzie i jak żyjemy żyjemy, duże miasto czy wieś, góry czy rozlewiska, blokowisko czy willa z basenem - wkurzenie jest wszędzie i trzeba nauczyć się sobie z nim radzić.
Dlaczego o tym piszę? Bo jestem specjalistką od wkurzenia, ba nazwijmy rzecz po imieniu - od prawdziwie szalonego wkurwienia (przepraszam wszystkich wrażliwych na wulgaryzmy). Nie od dąsów, fochów, poddenerwowania, zestresowania. Jeśli już coś wytrąca mnie z równowagi to to wytrącenie osiąga 100% mocy.

W takich momentach trzeba sobie radzić, aby nie poczynić szkód w :
  • otaczających nas sprzętach,
  • otaczających nas ludziach,
  • nas samych - bo jak nam żyłka pęknie, to już kaplica.




Nie jestem psychologiem, ani trenerem osobistym. Jestem zwykłą kobietą, która metodą prób i błędów doszła do kilku sposobów w temacie, jak żyć i nie zwariować w świecie, w którym irytuje mnie bardzo wiele zdarzeń i osób. Pomyślałam, że taki problem mam z pewnością nie tylko ja, więc postanowiłam, że o tym napiszę :)

Nie chcę rozpisać się o całości za jednym razem, bo to zmęczyłoby tak Was, jak i mnie. Zatem dzisiaj pierwsza część poradnika antystresowego.

Jednym z podstawowych sposobów na ukojenie mojej rozdygotanej psyche jest spacer. Ale nie mówimy tu o 10-cio minutowej dreptance do najbliższego sklepu po zakupy z jednoczesnym wysikaniem psa. Nie.

Spacer to czynność wykonana dla niej samej. Idzie się, po to aby iść. Do parku, do lasu, na łąkę. Nie zwracać uwagi na to, że zimno, mokro, gorąco, duszno, pada śnieg czy deszcz meteorytów. Po prostu wyjść z domu i iść. Szurać zeschłymi liśćmi, przedzierać się przez trawy, kurzyć pyłem z polnej drogi i ciapać błotem pośniegowym.
Gdy wypadam z domu w megawzburzeniu i pędzę przed siebie, pełna gniewu i niezgody, jestem gotowa dotrzeć do samej Czomolungmy. Mijają minuty, kwadranse, a w głowie automatycznie następuje coś w rodzaju defragmentacji dysku. Wszystko rozpada się na kawałki, segreguje się i trafia na swoje miejsce.
Gdy wracam już uspokojona do domu  problem oczywiście nie zniknął, ale zmieniło się moje nastawienie do niego. Emocje opadły.




Wiele czynników składa się na dobroczynne działanie odnerwiającej przechadzki. Przede wszystkim wysiłek fizyczny, świeże powietrze i kontakt z przyrodą. Spacer jest dobry na wszystko. Ostatecznie, jeśli nie pomoże się nam zrelaksować, rozruszamy dupsko i polepszymy przemianę materii ;)

Co jest nam potrzebne do odprężającego spaceru?
  • wygodne buty - dobrze trzymające stopę i takie nad którymi nie będziemy piszczeć, że się ubrudziły,
  • wygodne ciuchy  - ciepłe i chroniące przed deszczem, tak w czasie deszczu też można spacerować,
  • opcjonalnie czworonożny lub dwunożny przyjaciel,
  • opcjonalnie muzyczka na uszy.
Wszystko.

A Wy? Jesteście furiatami, czy wszystko spływa po Was, jak po kaczce?  Jestem ciekawa, bo może okaże się, że tylko ja jestem walnięta i wszystko mnie wkurza.

Pozdrawiam  - starająca się utrzymać spokój - Katta :)



9 komentarzy:

  1. Mnie nie jest łatwo wyprowadzić z równowagi (zasługa bycia nauczycielką w szkole pełnej facetów i posiadania (już) trójki dzieci), ale jeśli to się stanie to są to mega nerwy... a mój sposób... baaaardzo długi i baaardzo gorący prysznic (nawet ponad pół godziny) :) uwielbiam to, bo wtedy mam czas sama wszystko przemyśleć i znaleźć rozwiązanie problemów :) nie jesteś "walnięta" to ten świat robi się powalony... pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mruwko widzę, że też jesteś zaprawiona w nerwowych bojach :) Ja przy mniejszym wkurzeniu lubię ciepłą kąpiel i relaksowanie się na leżąco.

      Usuń
  2. Spacer to super sprawa. Ja to od razu się chorobowo rozkładam. Przy mniejszym stresie śpię, to jest dopiero koszmar! Tu się wali i pali, a ja muszę się położyć!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy reaguje inaczej - na przykład ja przed egzaminami zawsze miałam potworny apetyt. Mogłam jeść bez przerwy, pogryzając jakiegoś batonika czy kanapkę, jeszcze przed samym wejściem na salę egzaminacyjną, gdy tymczasem połowa pozostałych nie była w stanie wziąć czegokolwiek do ust, a druga połowa okupowała toaletę ;)

      Usuń
  3. zabrzmiało jak pierwszy rozdział z książki, która mogłaby mieć tytuł taki jaki ma post :) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podejrzewam, że na ten temat można by napisać niejedną książkę :)

      Usuń
  4. Oj są takie dni, że faktycznie wszystko wkurza. Mnie ostatnio tak wkur.. to że nie mam dobrego noża do krojenia, przy robieniu obiadu, że wszystkich zaczęłam ustawiać po kątach. Mąż się zlitował i zabrał mnie na drugi dzień do sklepu po nóż haha nie wiem czy to do końca pomoże, bo przecież za parę dni znów będzie to samo o coś innego. Jak tu dogodzić kobietom :) Spacer dobra rzecz, ale chyba samej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jolu, czyli w Twoim przypadku pomógł spacer do sklepu ;)

      Usuń
    2. To chyba zakupy poprawiają humor :)

      Usuń