21.08.2013

Szyciowy dzień z Weroniką

Miniony wtorek spędziłam z moją bratanicą, która w Dusznikach odbywa część swoich wakacji. Pomyślałam, że mogłybyśmy razem coś uszyć - choć nie byłam pewna, jak dam sobie z tym radę. Będę szczera - z dziećmi, niezależnie od ich wieku, radzę sobie nieszczególnie - generalnie cenię sobie ciszę, spokój, unikam bodźców i sytuacji wysoce mnie absorbujących.
No i stało się. Ale powiem Wam, że było po prostu świetnie - dawno się tak dobrze nie bawiłam :)
Weronika ma 10 lat i już kiedyś o nie tutaj wspominałam, między innymi dla niej została uszyta zamszowa torba z motylem. Spędziłyśmy ze sobą dosłownie cały dzień - bite 10 godzin. Było szycie, plotkowanie, wygłupy i pizza. Zapraszam na foto-relację, a dla lubiących ostrą jazdę nawet 2 filmiki :)


Na początek była nauka obsługi maszyny do szycia. Posadziłam Weronikę do Elny, ponieważ jest tam regulacja tempa szycia, co dla początkującej krawcowej jest bardzo przydatne. Na początek wybrałyśmy prędkość oznaczoną żółwikiem, choć pod koniec był już w użyciu 'zając' ;)



Części torby skrojone i gotowe do szycia. Do zrobienia miałyśmy dużą torbę do noszenia na skos, z białego drelichu ozdobioną aplikacją z romantycznym wizerunkiem kobiecej twarzy.



Oczywiście, nie obyło się bez wypróbowania ozdobnych ściegów Elny. Na zdjęciu obok - Weronika montuje zapięcia do swojej torby.



Mikuś był nieco zdziwiony nową osobą w pracowni. Ale ostatecznie musiał się z tym pogodzić ;) :D



Odbyła się też nauka naszywania aplikacji, którą zwieńczyło wykonanie takiego oto kwiatka.



Na podsumowanie części pracownianej - krótki film 'przy maszynie'.


Po szaleństwie szyciowym nadeszła pora na to, aby coś zjeść. Stwierdziłyśmy, że zjedzenie pizzy w lokalu będzie co najmniej banalne, dlatego wzięłyśmy wegetariańską z sosem czosnkowym na wynos i udałyśmy się na piknik na pomoście, nad Czarnym Stawem.



Pizza szybko została pożarta. Musiałyśmy się spieszyć, bo kaczki dziwnie zaczęły się zbliżać i jedno jest pewne - miały nieczyste zamiary zwędzenia naszego obiadu :)


No i główny element całego dnia, czyli torba. Wraz z modelką-właścicielką.



To był niesamowity dzień, niesamowicie pozytywny. Bawiłyśmy się znakomicie, było dużo śmiechu i radochy niczym nieokiełznanej. Podejrzewam, że to nasze nieostatnie 'takie' spotkanie.
Weronika - pozdrawiam Cię bardzo mocno - mam nadzieję, że podoba Ci się wpis.

I Wam także ;)

6 komentarzy:

  1. Bardzo fajna torba i super mała sobie poradziła!

    OdpowiedzUsuń
  2. Widać że świetnie się razem bawiłyście przy szyciu i odpoczywaniu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo pozytywny wpis! :) Sądzę, że Weronika miała ogromną radochę z własnoręcznego szycia torby :) pamiętam, jak mojej kuzynce, dziś 11-letniej, pozwoliłam ugniatać ciasto na kruche ciasteczka - radość nie do opisania :) A jak taki szkrab szczerze się cieszy, to trudno samemu nie odczuwać radości w sercu, dlatego życzę więcej takich dni :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Strasznie pozytywny post ! Aż uśmiecham się sama do siebie ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny dzień i fajny wpis. Moja siedmiolatka też chciałaby do maszyny usiąść i chyba zaryzykuję na bardzo wolnym tempie :-)

    OdpowiedzUsuń